Strach przed porodem

29 października 2014

Ostatnio troszkę zawrzało w sieci. Wszystko za sprawą pewnej celebrytki, która wyznała, że nie chce rodzić jak natura przykazała. Mało tego, w jednym z wywiadów wyznała, że świadomość o możliwości wykonania cesarskiego cięcia spowodowała, że w ogóle zdecydowała się na dziecko.
Jak zwykle bywa, opinie w komentarzach podzieliły się równo po połowie. Na zwolenników i przeciwników postępowania aktorki. Zwłaszcza Ci drudzy dość mocno "pocisnęli" w swoich wypowiedziach, zapominając chyba, że aktorka jak każdy z nas jest takim samym człowiekiem, z takimi samymi obawami i uczuciami.

Czytając jeden z wywiadów, którego udzieliła, przypomniałam sobie czas, kiedy sama panicznie bałam się porodu. Bez bicia przyznaję, że wtedy myśl o cesarce dość często mi towarzyszyła. Zasłyszane historie o tym, że poród to przecież jedna wielka "rzeź" wcale nie pomagały wyzbyć się lęku. Myślałam sobie, że najlepiej będzie jeśli zapłacę i lekarze "urodzą" za mnie. 

Lęk przed porodem naturalnym ma nawet swoją nazwę pod postacią tokofobii. Jedni boją się pająków, inni ciemności, a jeszcze inni nie są w stanie wyobrazić sobie bólu związanego z porodem. Ja to doskonale rozumiem, bo sama jestem wielkim strachulcem, o czym mogliście poczytać nie jeden raz na blogu. Także nawet przez moment nie przyszła mi do głowy myśl, by oceniać aktorkę. Mimo, że nauczona doświadczeniem jestem obecnie zwolenniczką porodu naturalnego. 

Bazując właśnie na swoim doświadczeniu, a czytając różne wypowiedzi w komentarzach, pomyślałam o tym poście. Nie chcę w nim na siłę przekonywać, że poród siłami natury jest dla dziecka dużo zdrowszy, że ma on niesamowity wpływ na dalszy jego rozwój. Praktycznie każdy zdaje sobie sprawę, że natura tak to wszystko stworzyła, że dziecko nie na darmo rodzi się w matczynych bólach. Nie na darmo też wykonuje milion różnych ruchów i obrotów w kanale rodnym. Rozwierająca się szyjka, skurcze macicy masują drobne ciałko, pozwalając dziecku pozbyć się z przełyku wód płodowych, które łykało przez całe swoje życie, a także wpływają na jego napięcie. 

Dziecko, które rodzi się zgodnie z rytmem jaki wyznacza natura, samo wybiera sobie moment, w którym chce przyjść na świat. Oznacza to, że jest w pełni gotowe. Ostatnio gdzieś przeczytałam, że tak naprawdę to w pełni rozwinięte pęcherzyki płucne dziecka dają sygnał dla organizmu matki, by zaczął produkować oksytocynę, niezbędną do wywołania skurczy i rozpoczęcia porodu. Pokazuje to w jak piękny sposób natura zadbała o to, by wszystko szło po kolei, swoim utartym torem. Mechanizm precyzyjny jak w zegarku.

Niestety, czasem szwankuje. 

Gorączka podczas ząbkowania, jak sobie z nią radzić?

27 października 2014

Pamiętam jak w ubiegłym roku Mateusz przechodził trzydniówkę. Gorączka pojawiła się w środku nocy, bez żadnych wcześniejszych oznak. Oczywiście spędzała sen z powiek i wywołała niepokój. Pierwsza choroba dziecka, w dodatku takiego, które nie ma jeszcze roku, zawsze budzi strach. 

Dopóki całkowicie nie zniknęła, a w jej zastępstwie nie pojawiła się wysypka nie miałam pewności, że Matiego dopadł wirus wywołujący tę chorobę. Przez te trzy doby mogłam podejrzewać początki innych chorób, ale także i...ząbkowania. 
Pamiętam, że podzieliłam się swoim pomysłem dotyczącym ząbkowania z innymi mamami. Zostałam wtedy zapewniona, że tak wysoka temperatura (ok. 40 stopni) w żadnym wypadku nie towarzyszy ząbkowaniu. A już na pewno nie przez 2 czy 3 dni. 
Przyjęłam tę informację do wiadomości, zwłaszcza, że pojawiła się wysypka, a nowy ząb nie.

Tymczasem... minął rok. W środku nocy budzi mnie przyspieszony oddech Mateuszka i ciepło od niego bijące. Sięgam po termometr, który pokazuje 39,6 kresek. Podaję paracetamol zgodnie z dawkowaniem, na kark przykładam chłodny okład. Temperatura spada, Mati zasypia. 



Rano i przez cały dzień wciąż utrzymuje się wysoka. Zbijam już na przemian z ibuprofenem.W nocy budzi nas ponad 40 stopni. Kolejny raz podaję ibuprofen. Dzień przynosi poprawę, a godziny bez gorączki wydłużają się (w sensie, że leku nie muszę podawać po 6h). Około godziny 21, kiedy Mateuszek powinien dostać kolejną dawkę, termometr wskazuje niecałe 37 kresek. Około 3 w nocy podnosi się do poziomu 38,5. Profilaktycznie podaję jeszcze jedną dawkę, którą załatwia gorączkę na amen. Nie pojawia się już więcej. Całość trwa dwie doby. Żadnych objawów towarzyszących typu katar czy kaszel. 
Klasyczna trzydniówka. Z tym, że temperatura ustąpiła po 2 dniach, a wysypki brak.

Za to w buzi nowa dolna piątka. 

Śniegowce dziecięce

24 października 2014

W związku ze szturmem jaki przypuściły matki blogerki (i pewnie nie tylko) na Lidlowe śniegowce dziecięce (co zaobserwowałam na swojej tablicy na fb) zaczęłam dość poważnie nad tego typu butami się zastanawiać.
Wcześniej szczerze mówiąc jakoś niespecjalnie brałam je pod uwagę. Raz, że nie bardzo mi wizualnie leżą, a dwa, że z tym śniegiem to jednak różnie u nas bywa.

Trochę obawiam się zakupu, żeby nie skończyło się jak w ubiegłym roku, kiedy to cieszyłam się pięknym kombinezonem Gap cudem ściągniętym dzięki uprzejmości Zuzy prosto ze Stanów. Dodam, że cieszyłam oczy w domu, bo na zewnątrz był w nim Mati może 3 czy 4 razy. Jest jednak szansa, że w tym roku jeszcze go ubierze, bo całkowicie nie wyrósł. Ale musi być śnieg. A jak śnieg to odpowiednie obuwie.

1/2/3/4/5/6/7/8/9

Przejrzałam, więc internet w poszukiwaniu buta zimowego odpowiedniego do brodzenia w śniegu. Oto co udało mi się wypatrzeć. Jeśli ktoś z Was miał do czynienia z którymś z butków, to bardzo proszę o pozostawienie swojej opinii w komentarzu.  

Obawy w ciąży

22 października 2014

Pamiętam, że najbardziej stresujący był dla mnie początek ciąży. Nie mam na myśli oczywiście dni, w których zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym, ale raczej ten czas, który nastąpił tuż po. Ogromna radość, łzy wzruszenia, które przekształciły się w strach i obawę. Ale nie o to, jak to będzie, nie o to, że świat nam się wywraca do góry nogami, że będzie nas (co najmniej) troje. Już wtedy pojawił się niepokój o tego małego groszka. Czy aby na pewno tam jest? Czy na usg będzie już coś widać, a jeśli tak to czy nowy lokator dobrze się umiejscowił, czy jest serduszko? Ciągłe doszukiwanie się objawów towarzyszących ciąży - wczoraj bolały mnie piersi, dziś już mniej! Czy na pewno wszystko jest dobrze?
Ale mam ochotę na truskawki! Zaraz, zaraz, czy ja mogę to zjeść? Ciągłe wertowanie książek i internetu w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania, które zaprzątały moje myśli praktycznie 24h.

Wraz z upływem początkowych tygodni strach i obawy w ciąży nasilały się. Pierwsze badania, które spędzały mi sen z powiek. Kiedyś przypadkiem spróbowałam surowego mięsa robiąc sznycle, bawiłam się z kotem teściowej, Boziu! żebym tylko nie złapała toksoplazmozy. Nawet otwierając kopertę z wynikiem badania HIV ręce mi się trzęsły, bo a nóż?!

badanie prenatalne

Swe apogeum mój niepokój osiągnął kiedy nadszedł 13 tydzień ciąży, a wraz z nim badania prenatalne. Cała radość, że zobaczymy nasze dziecko na ekranie (i będzie ono kształtem przypominać już małego człowieka) została przyćmiona przez strach o jego zdrowie. Czy NT będzie się zgadzać? Czy jest kość nosowa? A co jeśli nie będzie? Milion pytań. Dziesięć milionów odpowiedzi i gdybania. Znów wertowanie internetu.
Na jednym z forów, na którym w tym czasie założyłam konto jako dumna ciężarówka czytam smutną historię dziewczyny. Dziecku nie wykształciła się podstawa czaszki, co wykryło właśnie to badanie. Lekarze proponują dwa rozwiązania, czekać na samoistne poronienie albo wykonać zabieg.
Czytam, łzy płyną po policzku, a do moich obaw dołącza kolejna. Z każdą przeczytaną stroną ich przybywa. Czy zażywałam odpowiednią ilość kwasu foliowego? Czy nasz maluszek będzie miał odpowiednio wykształconą cewę nerwową, za którą ten kwas odpowiada? Czy jego serduszko pracuje jak należy? Czy przepływy się zgadzają?

AddThis

Znaczki - Robaczki

Mateusz ( 149 ) dziecko ( 124 ) codzienność ( 98 ) macierzyństwo ( 92 ) rozwój ( 70 ) polecane przeze mnie ( 64 ) ciąża ( 60 ) kreatywne zabawy z dzieckiem ( 33 ) akcesoria dla dzieci ( 32 ) zabawa blogowa ( 32 ) zabawki dla dzieci ( 26 ) handmade ( 25 ) DIY ( 24 ) karmienie piersią ( 22 ) spotkanie mam blogerek ( 22 ) testowanie ( 22 ) konkurs ( 21 ) wyprawka ( 19 ) Francja ( 18 ) tacierzyństwo ( 18 ) aranżacja wnętrz ( 17 ) rozszerzanie diety ( 17 ) wakacje ( 17 ) jesień ( 16 ) kuchnia malucha ( 16 ) przepisy dla maluchów ( 16 ) ciuszki dziecięce ( 15 ) poród ( 15 ) współpraca ( 15 ) moda dziecięca ( 13 ) podróżowanie z dzieckiem ( 13 ) kosmetyki ( 12 ) książka ( 12 ) ząbkowanie ( 12 ) Kraków ( 11 ) karmienie dziecka ( 11 ) wygrana w konkursie ( 11 ) Ikea ( 10 ) wieś ( 10 ) wychowanie ( 10 ) zabawki drewniane ( 10 ) zakupy ( 10 ) kappAhl ( 9 ) pokój dla chłopca ( 9 ) Normandia ( 8 ) blogowanie ( 8 ) podróże ( 8 ) wyprzedaż ( 8 ) Święta Bożego Narodzenia ( 8 ) książki dla dzieci ( 7 ) tran ( 7 ) żywienie niemowląt ( 7 ) Boże Narodzenie ( 6 ) laktacja ( 6 ) rodzicielstwo bliskości ( 6 ) skok rozwojowy ( 6 ) szkoła rodzenia ( 6 ) tydzień walki o odporność ( 6 ) wspomnienia ( 6 ) wyniki konkursu ( 6 ) Casualplay ( 5 ) Kudu ( 5 ) Szelma ( 5 ) garbus ( 5 ) wózek ( 5 ) BLW ( 4 ) H and M ( 4 ) Pabobo ( 4 ) TULA ( 4 ) candy ( 4 ) cukrzyca ciążowa ( 4 ) dieta mamy karmiącej ( 4 ) kocyk ( 4 ) nosidełko ergonomiczne ( 4 ) odporność ( 4 ) pampers ( 4 ) pieluchy ( 4 ) Tape à l'oeil ( 3 ) baby shower ( 3 ) chusta tkana ( 3 ) halloween ( 3 ) katar u dziecka ( 3 ) labrador ( 3 ) lampka przytulanka Barbapapa ( 3 ) monitor oddechu ( 3 ) niemowlę ( 3 ) tk maxx ( 3 ) NEWBIE ( 2 ) aspirator ( 2 ) biegunka ( 2 ) chrzest ( 2 ) chusteczki nawilżane ( 2 ) gluten ( 2 ) kryzys laktacyjny ( 2 ) kąpiel noworodka ( 2 ) miejsca dla mam i dzieci ( 2 ) must have ( 2 ) poradnia diabetologiczna ( 2 ) spanie z dzieckiem ( 2 ) specjalistyczny szpital im. Ludwika Rydygiera ( 2 ) torba do szpitala ( 2 ) jak dobrać biustonosz do karmienia ( 1 ) tutorial ( 1 )

Obserwatorzy

Szukaj w tym blogu

Ładowanie...